Dużo szczęścia !!!
Fotografia, zdjęcia ślubne, kraju obraz - Białystok - bo czasem myślę... o tym, co mi leży na sercu, o tym, czym chciałbym się podzielić; obrazem i słowem.
O mnie
- marcin klepacki
- Białystok, Podlaskie, Poland
- Oficjalnie: Fotografia jest moją własną wizją świata, niekoniecznie niepowtarzalną :) Świata, w którym żyjemy. Kocham OBRAZ, a pamięć jet przecież ulotna. Znajdziecie tu pomysły zarówno moje jak i osób, które spotkacie na fotografiach; a także (nie)zwykłe chwile, po prostu zatrzymane, gdzieś, kiedyś... www.klepacki.pl | zdjęcia ślubne Białystok | fotograf Białystok
poniedziałek, 15 lipca 2013
Justyny i Marka zdjęć ślubnych z biegu kilka :)
To jeden z tych plenerów, które trzeba zrealizować "w biegu", nie mając do wyboru pogody, kiedy ciągle masz w głowie: czas, czas, czas!!! :) Na szczęście Młodzi poświęcili więcej czasu niż pierwotnie zakładaliśmy a mimo wszystko goście weselni nie dokonali na mnie linczu :)
Dużo szczęścia !!!
.JPG)
.JPG)
Dużo szczęścia !!!
czwartek, 4 lipca 2013
selektywna zbiórka śmieci - po polsku
Od jakiegoś czasu staliśmy się "szczęśliwymi" realizatorami przepisów o segregacji śmieci. Zmiany, które zapewne od razu zauważyliśmy, to wzrost cen wywozu rzeczonych śmieci. Natomiast druga zmiana, o której równie często przejść obojętnie, to pojemniki na segregację owych odpadów:
Nie przyszło mi do głowy, żeby uwiecznić podobny widok, kiedy moje osiedle obsługiwało MPO, a nie jakieś półpopierdułkowate "Czyściochy" najwyraźniej pozbawione zaplecza logistycznego. Fakt jest jednak taki, że pod moim blokiem stały trzy duże kontenery zamiast dwóch małych, a z drugiej strony jeden duży z sześcioma wrzutami i kolorowe plastiki na odpady.
W skrzynce na listy znalazłem dziś natomiast ulotkę firmowaną przez www.odpady.bialystok.pl uświadamiającą mnie, co i do jakiego kontenera należy wrzucać.
Ot, Polska - płacisz więcej, masz mniej... kraina absurdów.
Niesamowite jak taki gówniany problem może ciśnienie człowiekowi podnieść :)
wtorek, 18 czerwca 2013
nasze (ich) matki, nasi (ich) ojcowie
Po wczorajszej premierze niemieckiego miniserialu musiałem się przespać aby przewartościować swoje podejście do tematu II wojny światowej, zmienione przez nowe, odkrywcze fakty ukazane przez polską telewizję publiczną za pomocą tytułowego filmu.
Pierwsze zdziwienie: Berlin 1941r. i grupa młodych Niemców, w składzie której znajdziemy m.in. oficera Wermachtu z młodszym (też żołnierzem) bratem, młodego Żyda oraz dwie pannice, które wkrótce poświęcą swą niewinność dla ratowania ludzi - ot, zapewne zwyczajny przekrój ówczesnego społeczeństwa niemieckiego. Oczywiście ci młodzi ludzie mają przed sobą świetlaną przyszłość, którą wkrótce odbierze im wojna. Wojna, która (jak wynika z treści filmu) zaczęła się w 1941r. Nie dowiemy się rzecz jasna, który z dwóch sojuszników stał się sprawcą jej rozpętania, niemniej jednak znajdziemy informację, iż Niemcy się w tej wojnie bronią a czasoprzestrzeń jest limitowana datami (od 1941r.) i odległością (kilometrami do Moskwy) - pomiędzy Berlinem a Moskwą nie ma nic. Rycerski Wermacht traktuje miejscową (rosyjską) ludność z należytym szacunkiem i nawet płaci konserwami za wypranie mundurów, a niektórzy po wojnie zamierzają się tam osiedlić i znaleźć sobie żony. Nawet w ferworze walki wręcz stara się brać jeńców a politruka oficer likwiduje osobiście (nie to że bez mrugnięcia okiem - wyraźnie widać, jak walczy ze sobą), żeby nie obarczać tym szeregowych żołnierzy. Sprawcą mordów na miejscowych Żydach jest rzecz jasna ukraińska milicja i JEDEN wynaturzeniec z SS (zapewne pod koniec filmu dowiemy się, iż nie był on prawdziwym Niemcem). W obronie dziewczynki szlachetni żołnierze Wermachtu o mały włos nie zabijają jednego z Ukraińców. W pewnym momencie myślałem, że główny bohater za chwilę będzie się starał o jej adopcję. Pierwszy odcinek kończy piękny głos śpiewający w niezbyt miłym dla naszego ucha języku tęskną piosenkę, która wróży, iż następne dwa odcinki będą dla czystych serc naszych bohaterów prawdziwą udręką.
Z niecierpliwością czekam więc na dzisiejszą, kolejną dawkę prawdziwej historii i jestem wdzięczny włodarzom telewizji publicznej, że dzięki nim prawdopodobnie wreszcie do mnie dotrze, że to Polacy rozpętali II apokalipsę i do dziś ponoszą za to słuszną karę. Z niecierpliwością czekam na dokumentalne filmy ekip Goebellsa i jego sowieckiego odpowiednika. Sięgajmy do źródeł, prawda nas wyzwoli !!!
19.06.2013r.
Odcinek drugi obnażył prawdę o Armii Krajowej: bez mrugnięcia okiem wabiła Żydów w pułapki i wydawała ich Niemcom (tym złym, których było tylko kilku i tak naprawdę nie wiadomo, czy byli to czystej krwi Niemcy), zbierając za to nagrody. Śmiem przypuszczać, że AK była organizacją ściśle współpracującą z Nazistami. Prawdopodobnie po dzisiejszym odcinku, w rozmowie ekspertów dowiemy się, że tak musiało być, skoro polskije władze rozstrzeliwały żołnierzy podziemia niepodległościowego w chwilę po tym, jak ich sowieccy mocodawcy przyznali im stołki.
Z jeszcze większą niż poprzednio niecierpliwością czekam na trzeci odcinek, w którym, jak przypuszczam, rycerscy żołnierze Wermachtu, choć zmęczeni wojną, będą na rękach wynosić polskie dzieci z budynków płonącej Warszawy.
Oczywiście wciąż w mym sercu tkwi smutek na wspomnienie aryjskich wojowników odczuwających tak wielkie obrzydzenie do wojny. Swoja drogą, obrzydzenie to i zmęczenie ujawniły się dopiero w trakcie odwrotu, co zapewne reżyserowi umknęło :)
Trzeci odcinek jednoznacznie przekonał mnie, że najbardziej pokrzywdzeni w tej wojnie byli... Niemcy.
Tyle o filmie...
Całe szczęście, że są jeszcze tacy ludzie jak Szewach Weiss i że TVP zdobyła się na ciekawą debatę (choć poprzedzoną tysiącem reklam), która jasno określiła co nas, Polaków w tym filmie razi i jakie niesie ze sobą przesłanie. Co mnie jeszcze mocno niepokoi to komentarze internetowych idiotów-ignorantów w stylu "Niemcy byli źli i Polacy byli źli, wojna we wszystkich wyzwala zło". Jeśli ktoś po wysłuchaniu dyskusji dalej nie rozumie, co niesie ze sobą ten film i co wyraża, to jest skończonym debilem.
Najwyraźniej Niemcy w dużym stopniu są zadowoleni z tworzenia alternatywnej historii i nawet bohaterska Armia Czerwona w ich oczach wygląda dość przyjaźnie (pojedynczy przypadek próby gwałtu na niemieckiej pielęgniarce zostaje zdławiony w zarodku). Czekać tylko, aż pokolenie naszych zachodnich sąsiadów wychowane na tym filmie zacznie wywieszać swastyki w Szczecinie i Wrocławiu... Historia kołem się toczy.
piątek, 12 kwietnia 2013
słowoTFUrstwo i polska Borussia
Wpadło mi w oko i ucho ostatnimi czasy słów kilka, nad których znaczeniem zastanowiłem się głębiej i tak sobie wykoncypowałem, co mogą znaczyć (zapis fonetyczny):
- szoping - czochranie bobra, głaskanie szopa, zapewne jakaś nowa misja "zielonych";
- golkiper - osoba organoleptycznie sprawdzająca materiał stosowany przy produkcji bramek piłkarskich; skądinąd zawód ten musiał być dość nieprzyjemny w czasach nieheblowanych konstrukcji drewnianych.
- sensualny - osoba uprawiająca seks z jakąś myślą przewodnią, z celem, w końcu: z sensem; zapewne nie ma tu mowy o zwykłym dupczeniu, pieprzeniu, bzykaniu itp. fakingowaniu.
Oczywiście wciąż pełno jest kołczów, timów, kornerów, hengałtów, niektórzy wciąż mają niezły fan, uprawiają slołfuting lub inne chuj wie co.
O ile chodzi o dziwne słówka używane podczas transmisji naszej (nie)dzielnej reprezentacji piłkarskiej, tudzież rozgrywek ligowych, domyślam się, że chodzi o nadanie kolorytu tym gównianym widowiskom i wprowadzenie "wielkiego świata" do naszej codzienności i chociaż w ten sposób podniesienia rangi tego, co nam serwują nasi "piłkarze". Chyba, że jesteśmy narodem debili i nie potrafimy znaleźć lub użyć odpowiedników słów zagranicznych w naszej własnej mowie.
Skądinąd zastanowiło mnie, że po ostatnim zwycięstwie Borussi nad Malagą jeden z naszych komentatorów powiedział, że osiągnęliśmy niezwykły sukces i że on sam utożsamia się z klubem z Dortmundu. Pomyślałem sobie: qrwa, to już jest tak źle, że jak swojemu kibicujemy klubowi z Niemiec tylko dlatego, że gra tam trzech Polaków ?! którzy w dodatku, tak jak pozostali kadrowicze, kładą lachę na reprezentację... Ostatni sukces piłkarski, z którym się utożsamiałem na żywo, nastąpił kiedy Wisła Kraków zlała na wyjeździe Schalke - pamięta ktoś, kiedy to było? :) Ale widać czasy teraz takie, że niedługo będziemy kibicować zagranicznym klubom w Lidze Mistrzów, byle by tylko ich zawodnicy podcierali sobie dupy papierem wyprodukowanym w Polsce.
Być może, jak pisał Kaczmarski, "(...) najlepszych z nas wybili, a reszcie mało trzeba (...)"
Wiosna chyba przyszła :)
wtorek, 12 marca 2013
Otterbox Defender - Samsung Galaxy Note 2
Chwilę po tym, jak stałem się szczęśliwym posiadaczem Note 2 i z każdą chwilą użytkowania dochodziłem do wniosku, że jest to urządzenie w sam raz dla mnie (wreszcie dotykowiec z dość dużym wyświetlaczem aby żadne zdanie nie tonęło we mgle przed moim sokolim wzrokiem :) ) i szybko się go nie pozbędę - przeto należy go solidnie zabezpieczyć nie czyniąc jednocześnie trudniejszym w obsłudze. Po dłuższym czasie spędzonym na przeglądaniu ebay'owych ofert doszedłem do wniosku, że wszelkie etui typu "portfel" będą nieporęczne po rozłożeniu. Wybór zawęziłem więc do "opakowań" umożliwiających korzystanie z urządzenia bez wyciągania go ze skarpet i innych temu podobnych pokrowców.
Padło więc na etui firmy Otterbox z serii Defender (na zdjęciach w kolorystyce glacier - nie polecam, wersja knight lub black powinna prezentować się lepiej - sam zamawiałem korzystając z dziwnego monitora :) ) , która ma wg producenta zabezpieczać przed pyłami i wstrząsami a jako, że kosztuje niemało, postanowiłem słów kilka napisać.
Generalnie Note'a zamykamy w białym pudełeczku, które ma wbudowany ekran ochronny. Na to zaciągamy szarą, silikonową "skórę" i tak zabezpieczony sprzęt możemy przypiąć do czarnego uchwytu, który ma obrotowy klips do mocowania na pasek - jak to się nosi, jeszcze nie miałem odwagi sprawdzić.
Zalety opakowania (wg moich subiektywnych odczuć i potrzeb):
- zwiększa wygodę trzymania telefonu,
- silikon sprawia też, że telefon nie ślizga się na gładkich powierzchniach,
- zabezpiecza ekran, gniazdo jack i micro usb,
- umożliwia jednocześnie stały dostęp do rysika i przycisków funkcyjnych,
- ponoć chroni przed uderzeniami (plastikowa obudowa wydaje się być solidna, do tego warstwa silikonu) ale nie dane mi było sprawdzić osobiście,
- ślady paluchów zostają na ekranie ochronnym - przydatne przy spożywaniu np pizzy :)
- solidnie trzyma się w uchwycie na pasek.
Wady:
- z pewnością nie chroni przed kurzem (nie wiedzieć czemu producent zdecydował się na pozostawienie otworu w osłonie ekranu w miejscu przycisku fizycznego (środek, pod ekranem) a jako, że ekran ochronny nie przylega szczelnie do ekranu Note'a, dostaje się tam mnóstwo paprochów i pyłków - szczególnie jeśli zapakujemy to do kieszeni np. polarowej bluzy),
- wspomniana przestrzeń między ekranem ochronnym a ekranem telefonu (może ok. 0,5 mm) przez niektórych uznawana jest za wadę i może przeszkadzać więc warto o tym wspomnieć - mi nie przeszkadza :)
- napis tłoczony na wewnętrznej części pudełka ochronnego, częściowo przeniósł się na obudowę telefonu (jak przypuszczam pod wpływem ciepła i lekko nie schodzi) co jest irytujące bo przecież nie po to nabyłem pudełeczko ochronne, żeby zdrapywać z telefonu logo producenta owego ochraniacza.
- brakuje przesuwanej klapki do ochrony obiektywu (w końcu w porządnym defenderze mogli coś takiego wmontować :)
Reasumując: na razie jestem zadowolony, Defender daje pewny chwyt i sprawia, że telefon nie ślizga się. Jednak przed zakupem tego proponowałbym spróbować silikonowych nakładek z naklejaną bezpośrednio na ekran folią ochronną - dużo tańsze a mogą okazać się wystarczające. Jeśli się natomiast nie sprawdzą - strata niewielka.
piątek, 16 listopada 2012
(po) ślubna fotografia, czyli z podróży zdjęć kilka :)
Jak w temacie, kilka zdjątek z południa naszej pięknej Ojczyzny i czeskiej Pragi :)
Podróż przez Polskę to jednak wciąż przygoda - nie jakieś tam przereklamowane niemieckie autostrady - gwiezdne wojny na naszych drogach-niespodziankach powinna być atrakcją turystyczną, tą z plakietką "EKSTREMALNIE" we wszystkich możliwych odmianach :)
Było fajnie ale krótko - czyli jak zwykle, kiedy jest fajnie :)
.JPG)
.JPG)
Podróż przez Polskę to jednak wciąż przygoda - nie jakieś tam przereklamowane niemieckie autostrady - gwiezdne wojny na naszych drogach-niespodziankach powinna być atrakcją turystyczną, tą z plakietką "EKSTREMALNIE" we wszystkich możliwych odmianach :)
Było fajnie ale krótko - czyli jak zwykle, kiedy jest fajnie :)
| Ogrodzieniec |
| auto fotografia ślubna :) |
| Kłodzko |
| obietnica wiecznej radości ;) |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



