Google+ Followers

O mnie

Moje zdjęcie
Białystok, Podlaskie, Poland
Oficjalnie: Fotografia jest moją własną wizją świata, niekoniecznie niepowtarzalną :) Świata, w którym żyjemy. Kocham OBRAZ, a pamięć jet przecież ulotna. Znajdziecie tu pomysły zarówno moje jak i osób, które spotkacie na fotografiach; a także (nie)zwykłe chwile, po prostu zatrzymane, gdzieś, kiedyś... www.klepacki.pl | zdjęcia ślubne Białystok | fotograf Białystok

poniedziałek, 11 listopada 2013

Moja Polska Najpolska

Wracający po 1989r. na pomniki wąsaty wiarus, przed którym (mając w pamięci jemu podobnych) składamy kwiaty każdego 11 listopada, w Święto Niepodległości, za którym tęskniono przez pół wieku komunistycznej niewoli… kim jest dla nas dzisiaj? Choć nie żyje od niemal wieku to wciąż się zmienia.


Osobiście nie mam najmniejszych wątpliwości, że Józef Piłsudski za cel najważniejszy stawiał sobie Polskę wolną, silną, niepodległą. Nie wyrwał też sobie z tej Polski tyle sukna ile by się dało, co dzisiaj wśród naszych elit wydaje się być rzeczą tak normalną, że aż konieczną. Stworzył też Piłsudski część zalążków przyszłej kadry polskiej armii, zdając sobie sprawę, że bez takowej żadne państwo istnieć nie może. Poprowadził też tą armię, by niemal tylko własnymi rękoma wydźwignęła Polskę na niepodległość.
Rzecz oczywista, że działania militarne to nie wszystko i równie istotne były działania polityków drążących temat naszej niepodległości – o tym zapomnieć również nie można, choć nigdy nie będzie to tak spektakularne i równie ofiarne jak poświęcenie i przelana krew żołnierzy walczących o Polskę; i znów pamiętajmy – nie tylko Polaków. Trudno też się dziwić szacunkowi, jakim był darzony mundur do momentu zakończenia II wojny światowej i splamienia go przez prosowiecki aparat bezpieczeństwa. Przez wieki opieraliśmy się na militarnej sile i dzięki wiktoriom mogliśmy swobodnie kształtować politykę. Wojaczka była (i chyba jest nadal) czymś naturalnym, niejako wyssanym z mlekiem matki. Polityka (szczególnie dyplomacja) raczej zajęciem dla tych niezdolnych do trzymania szabli; polityka to raczej coś obrzydliwego – trudno i dzisiaj się oprzeć temu wrażeniu patrząc na naszych rodzimych błaznów.
Nie bylibyśmy chyba Polakami, gdybyśmy dali choć cień szansy tym, którzy budując Rzeczpospolitą (jakiegokolwiek byśmy jej numeru nie nadali) ośmielili się stanąć w innym niż nasz obozie. Bo przecież to niemożliwe, żeby mając inny program, inne założenia i jeszcze inny światopogląd, dążyć do tego samego: pracy dla dobra Ojczyzny; nieważne, piórem czy szablą. Musimy wybierać. Lubisz Mickiewicza, to powinieneś się brzydzić Słowackim czy Norwidem. Podziwiasz Pułaskiego, to wiesz, że Kościuszko był zaledwie kochankiem carycy. Czytasz Baczyńskiego – Gajcy był marnym poetą. Jeśli Żółkiewki był świetnym strategiem, to Chodkiewicz mu do pięt nie sięgał. Lubisz obrazy Kossaka – od patrzenia na Gierymskiego stracisz wzrok. I tak w nieskończoność.
Jakie więc zarzuty postawią Marszałkowi zwolennicy Dmowskiego? A to że kobieciarz, że miał ciągotki proniemieckie, że w przededniu bitwy warszawskiej do kochanki pojechał albo że się niecenzuralnymi słowami do parlamentarzystów odezwał. No i przewrót majowy rzecz jasna – ale to już wśród zarzutów poważnych mógłby się znaleźć.
Co o endekach? A że wodza zdrajcą nazwali, że antysemici, że Kresów nie chcieli, że w końcu doprowadzili pośrednio do zabójstwa prezydenta Narutowicza… I tak się w kółko przerzucamy wyliczając błąd za błędem, jakby żadnych zasług nie było. O tyleż to niesamowite, że w końcu tyle lat po wydarzeniach i w zupełnym zapomnieniu, że jednak obaj przyczynili się do tego, co najważniejsze: do odzyskania Niepodległości i podjęcia próby zbudowania państwa silnego. Posiadali też to, co było do osiągnięcia celu jednym z najistotniejszych elementów: świadomy i patriotyczny naród, ukształtowany w swym nieodzownym dążeniu do samostanowienia. Że się nie udało… to już temat do osobnych rozważań bo prawdopodobnie nikt z naszych polityków czy generałów do klęski września się nie przyczynił.

11 listopada z każdym rokiem więcej wspólnego ma z polskim zaprzaństwem niż świętem narodowym. W przededniu zorganizowano marsz antyfaszystowski w rocznicę „nocy kryształowej”; i nikomu nie przeszkadzało, nikogo nie zastanowiło że przeciw niemieckim wydarzeniom antysemickim protestowano w Polsce J Za to jutro będzie można swobodniej pluć na tych, którzy przyjdą na uroczystości narodowo-patriotyczne nazywając ich faszystami czy narodowcami i nikt nie wyjaśni, dlaczego to słowu „narodowiec” próbuje się nadać negatywny wydźwięk. Czyż Polak nie powinien być narodowcem? Bez względu na kolor skóry J
Nasze „elity” znów się podzielą i rozedrą święto na mniejsze, skłócone kawałeczki udowadniając, że tylko „my” jesteśmy tego święta godni i tylko „nam” się należy chwała Rzeczypospolitej, dorzucając do tego zdarzenia zupełnie od tematu oderwane epizody, jednak mogące utwierdzić wielbicieli danej partii w tym, gdzie stoi ZOMO. Kolejny lewacki polityk lub przećpany i niezbyt bystry (może jeszcze nawet w halołinowym przebraniu) młodzian oznajmi w mediach głównego nurtu, że już ma dość martyrologicznego podejścia do tego święta… jak byśmy niepodległość wygrali na loterii. Spacerujący po ulicy dziennikarz znajdzie matołka, który na pytanie „z czym ci się kojarzy 11 listopada?” odpowie z rozbrajającą szczerością: „z powstaniem styczniowym” ale znów nie będzie nikogo, kto spyta: czego dziś uczą na lekcjach historii? A jeśli nawet ktoś takie pytanie postawi to otrzyma odpowiedź, że historia dziś w szkołach (i życiu) jest niemodna. Teraz uświadamiamy dzieci, że mogą sobie zmienić płeć kiedy tylko zechcą a rodzice powinni otrzymać numerki, a najlepiej o rodzinie nie wspominać bo rodzina to przeżytek a każde wynaturzenie jest do zaakceptowania – jeśli tego nie rozumiesz, to jesteś nietolerancyjnym homofobem, narodowcem i faszystą.
Cieszyć się – jak najbardziej bo jest z czego. Pamiętać - tym bardziej bo jest o kim. Żadna z prób odzyskania niepodległości nie była spacerkiem czy wynikiem radosnej demonstracji ale między innymi dzięki właśnie powstaniom i ofiarom (i korzystnym zbiegom w sytuacji geopolitycznej) mogliśmy w 1918r. zacząć skutecznie odzyskiwać własny kraj. Inaczej mówilibyśmy dziś zapewne o kolejnym nieudanym powstaniu – nazywając je może październikowym, może listopadowym.

Bądźmy więc tego dnia dumni i nie pozwólmy sobie wmówić, że każda tragedia jaka Polaków spotkała wynika tylko i wyłącznie z ich winy bo tak nie jest. Czasem w dziejach narodów zdarzają się chwile, które wpychają je w otchłań smutku i cierpienia ale siła tych narodów, wynikająca z wychowania w wartościach ponadczasowych, pozwala im się w końcu wybić do światła. Tego jednego dnia spróbujmy znaleźć wspólne cele zamiast wykazywać, jaki nieporadny jest nasz polityczny przeciwnik – może jutro tych celów będzie więcej. Nie każdego dnia będzie umierał wielki papież-Polak, więc trzeba dać z siebie więcej niż jeden dzień udawanej rozpaczy i zakłamanego zjednoczenia, z którego i tak nic nie zostanie po kilku tygodniach.