Google+ Followers

O mnie

Moje zdjęcie
Białystok, Podlaskie, Poland
Oficjalnie: Fotografia jest moją własną wizją świata, niekoniecznie niepowtarzalną :) Świata, w którym żyjemy. Kocham OBRAZ, a pamięć jet przecież ulotna. Znajdziecie tu pomysły zarówno moje jak i osób, które spotkacie na fotografiach; a także (nie)zwykłe chwile, po prostu zatrzymane, gdzieś, kiedyś... www.klepacki.pl | zdjęcia ślubne Białystok | fotograf Białystok

wtorek, 12 sierpnia 2014

63 dni... również chwały. Powstanie Warszawskie.

Powstanie Warszawskie 1944-2014
Okrągła, 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego stała się przyczynkiem do pojawienia się ze wzmożoną siłą różnych opinii na jego temat. W sumie nic nowego ale zastanawiający jest przebijający się coraz mocniej (głównie za sprawą pseudonaukowych prac P. Zychowicza) głos o rzekomej bezmyślności osób odpowiedzialnych za wybuch Powstania. Tutaj wskazuje się głównie gen. Komorowskiego, Okulickiego i płk Pełczyńskiego. Czy aby na pewno tylko trzy osoby mogły o tym zadecydować? Ten krytyczny głos wylicza różnorakie kwestie, starając się udowodnić, że Powstanie było niepotrzebnie przelaną krwią i bezmyślnym zniszczeniem stolicy; a to zbyt mała ilość broni, niewielkie doświadczenie żołnierzy AK, czy chociażby znana dowództwu AK wroga postawa Sowietów wobec ujawniających się oddziałów podziemnej armii. Tylko że ten ostatni argument powinien się wydawać logicznym przyczynkiem właśnie do próby podjęcia walki i przyjęcia Rosjan w stolicy w roli gospodarza. Tutaj pomija się fakt, iż w razie próby rozbrojenia AK miała podjąć walkę różwnież z "sojusznikiem naszych sojuszników". Wśród tych wszystkich argumentów "przeciw" uparcie pomija się jeden czynnik, czynnik najistotniejszy: uczucia ludności okupowanej Polski, szczególnie stolicy. Nikt z krytyków Powstania nie zatrzymuje się nad faktem, iż ludność ta, przez kilka lat okupacji traktowana gorzej niż zwierzęta, upodlona i upokorzona, kipiała rządzą zemsty i czekała okazji do odwetu. Nie dopuszcza się do głosu żyjących jeszcze przecież uczestników Powstania, opisujących klimat warszawskiej ulicy wraz ze zbliżaniem się godziny "W".
Wreszcie wśród potępiających głosów trudno znaleźć alternatywę dla podjęcia walk w stolicy. Bo jakież mogły by być propozycje? Ewakuacja milionowego miasta (które miało zostać twierdzą i być bronione przez Niemców do ostatniego żołnierza) i zapchanie szlaków komunikacyjnych przez uchodzącą ludność? Jeśli nie ewakuacja to pozostanie w szturmowanym przez Rosjan mieście? A co z AK? Jak by się miała zachować w obu sytuacjach? Wśród oskarżeń o zniszczenie stolicy nie dopuszcza się argumentu, iż dowództwo Powstania nie miało nawet prawa przewidzieć, iż ludność cywilna będzie przez Niemców i ich rosyjskich i ukraińskich sojuszników wymordowana. Nikt też nie mógł przewidzieć, iż będąca w odwrocie hitlerowska armia będzie marnowała materiały wybuchowe na niszczenie budynków stolicy zamiast wykorzystać je do obrony. Szaleńczych rozkazów Hitlera nie sposób było przewidzieć.
Czy więc Powstanie Warszawskie mogło nie wybuchnąć? Myślę, że walki w stolicy i tak by się rozpoczęły, może byłyby tylko zupełnie nieskoordynowane i nie udałoby się utworzyć kilku "wysp wolności". Może właśnie Powstanie mimo tylu ofiar uratowało więcej ludzkich istnień?
Upadek Powstania był klęską, to pewne. Jednak w przeciwieństwie do np. powstania w getcie warszawskim, które obrosło mitem totalnym a które było w rzeczywistości wybrykiem garstki szaleńców (co ciekawe, mało kto ośmiela sięzanegować jego sens), Powstanie Warszawskie było ostatnią próbą obudzenia się z koszmaru wojny w niepodległej Polsce. Próbą, która miała bardzo niewielkie szanse powodzenia z perpektywy jej uczestników, z perspektywy naszej wiadomo, że szans nie miało żadnych. Jednak w takiej sytuacji nie można było nie robić nic. Zawsze lepiej jest podjąć działania, niż bezczynnie czekać.
Mówić wreszcie o przywódcach Powstania jak o zbrodniarzach, to jakby samym Powstańcom zarzucać, że poszli do walki jak bezmyślne barany. Dowódców od żołnierzy w tej sytuacji oddzielić się nie da, szczególnie że wszyscy oni byli wychowani w Polsce niepodległej, w wartościach które dziś zdają się niestety odchodzić. Odnoszę wrażenie, że próba zanegowania tego zrywu lub wmawianie młodym Polakom jego bezsensowności, próbuje usprawiedliwiać nas samych, bojących się wyzwań o wiele mniejszych, cóż dopiero mówić o rzucaniu kamieni na szaniec.
Szkoda, bo znów wystarczy posłuchać opowieści Powstańców: oni wierzyli, onie nie szli ginąć ale szli walczyć o Polskę swoich marzeń. O co dzić walczymy my? Aż wstyd pomyśleć, aż ciężko przyznać ale nawet nie walczymy, zaledwie się przepychamy pełzając... Oni potrafili stanąć do walki o to, co uważali za słuszne, a człowiek często podejmuje walkę, nie kalkulując skutków - bo czasem tak trzeba, żeby móc dalej żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Ginęli w walce i długo po wojnie w ubeckich katowniach.

Nie świętuję wybuchu Powstania ale czczę pamięć o nim i jego żołnierzach oraz ludności cywilnej stolicy. Powstanie wybuchło, bo było w prostej linii kontynuacją naszych wcześniejszych zrywów, w tym tego dającego nam niepodległość.
To, że przegraliśmy wojnę, tym razem nie było naszą winą. To, że dziś nie potrafimy wykorzystać pokoju do budowy silnego, opartego na wartościach państwa, już nią jest. Trzeba pamiętać, że nic nie jest wieczne, pokój też...

wtorek, 24 czerwca 2014

RaidLight PB 1000 - opinia

 Dobrych kilka godzin zajęło mi szukanie w sieci pasa biegowego, który byłby alternatywą dla małego plecaka. Ostatecznie spośród dwójki kandydatów: Deutera pulse 3/4 i RaidLight'a PB1000 zdecydowałem się na ten drugi model; zadecydował element decydujący o życiu lub śmierci: bidon w zestawie :)

Przy okazji oczekiwałem kieszeni, w których upchnę wszystko, co potrzebne na dłuższe bieganie.


Więc... Największa kieszeń, ze sznurkami kompresyjnymi, ma kształt trójkąta i wymiary ok.: 22cm (górna krawędź) x 20cm (krawędź wzdłuż bidonu) x 12cm (najkrótsza) i jest dość szeroka. Zmieścimy w niej bez trudu chociażby takiego potworka jak Samsung Galaxy Note 2 (dzięki czemu wyeliminowałem opaskę na ramię). Kieszeń tą wyposażono też w mały zaczep (zakładam, że na klucze :) ). Jak widać na zdjęciu przymocowano do niej kieszeń z elastycznej siateczki.
Mniejsza kieszonka, którą można swobodnie przesuwać lub zdjąć w ogóle ma wymiary ok. 12x7cm. Jest zamykana zamkiem błyskawicznym i podobnie jak większa, posiada otwartą kieszeń z elastycznej siateczki.





Ostatnia, najmniejsza kieszonka (ta przy klamrze) jest płaska (długość ok. 8cm), również na zamek i z takiej samej jak pozostałe siatki. Warto zauważyć, że tuż obok klamry zamocowano kawałek gumy, co czyni pas dość elastycznym ale i stabilnym za razem.

Pas wyposażony jest w duży bidon (800ml) i buteleczkę (150ml). Od razu trzeba powiedzieć, że bieganie z tak dużym bidonem wymaga przyzwyczajenia - mi zajęło to ok. 2km, więc dość szybko :) Dużym plusem jest utwardzona krawędź futerału na bidon, dzięki czemu możemy go chować bez najmniejszego problemu przy pomocy jednej ręki, bez względu na to, w jakim położeniu akurat się znajduje (bardziej na biodrze czy na plecach); oczywiście w trakcie biegu. Schowanie mniejszego bidonu w futerał bez takiego udoskonalenia potrafi doprowadzić człowieka do szału :)

Reasumując: jak już się pewnie domyślacie, z zakupu jestem bardzo zadowolony :)

Plusy:
- spora ilość kieszeni,
- pas jest bardzo wygodny,
- duży bidon i buteleczka w zestawie,
- odblaski (jeśli ktoś potrzebuje), 

Minusy:
- duży bidon - jeśli ktoś takich nie lubi ;) 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Moja Polska Najpolska

Wracający po 1989r. na pomniki wąsaty wiarus, przed którym (mając w pamięci jemu podobnych) składamy kwiaty każdego 11 listopada, w Święto Niepodległości, za którym tęskniono przez pół wieku komunistycznej niewoli… kim jest dla nas dzisiaj? Choć nie żyje od niemal wieku to wciąż się zmienia.


Osobiście nie mam najmniejszych wątpliwości, że Józef Piłsudski za cel najważniejszy stawiał sobie Polskę wolną, silną, niepodległą. Nie wyrwał też sobie z tej Polski tyle sukna ile by się dało, co dzisiaj wśród naszych elit wydaje się być rzeczą tak normalną, że aż konieczną. Stworzył też Piłsudski część zalążków przyszłej kadry polskiej armii, zdając sobie sprawę, że bez takowej żadne państwo istnieć nie może. Poprowadził też tą armię, by niemal tylko własnymi rękoma wydźwignęła Polskę na niepodległość.
Rzecz oczywista, że działania militarne to nie wszystko i równie istotne były działania polityków drążących temat naszej niepodległości – o tym zapomnieć również nie można, choć nigdy nie będzie to tak spektakularne i równie ofiarne jak poświęcenie i przelana krew żołnierzy walczących o Polskę; i znów pamiętajmy – nie tylko Polaków. Trudno też się dziwić szacunkowi, jakim był darzony mundur do momentu zakończenia II wojny światowej i splamienia go przez prosowiecki aparat bezpieczeństwa. Przez wieki opieraliśmy się na militarnej sile i dzięki wiktoriom mogliśmy swobodnie kształtować politykę. Wojaczka była (i chyba jest nadal) czymś naturalnym, niejako wyssanym z mlekiem matki. Polityka (szczególnie dyplomacja) raczej zajęciem dla tych niezdolnych do trzymania szabli; polityka to raczej coś obrzydliwego – trudno i dzisiaj się oprzeć temu wrażeniu patrząc na naszych rodzimych błaznów.
Nie bylibyśmy chyba Polakami, gdybyśmy dali choć cień szansy tym, którzy budując Rzeczpospolitą (jakiegokolwiek byśmy jej numeru nie nadali) ośmielili się stanąć w innym niż nasz obozie. Bo przecież to niemożliwe, żeby mając inny program, inne założenia i jeszcze inny światopogląd, dążyć do tego samego: pracy dla dobra Ojczyzny; nieważne, piórem czy szablą. Musimy wybierać. Lubisz Mickiewicza, to powinieneś się brzydzić Słowackim czy Norwidem. Podziwiasz Pułaskiego, to wiesz, że Kościuszko był zaledwie kochankiem carycy. Czytasz Baczyńskiego – Gajcy był marnym poetą. Jeśli Żółkiewki był świetnym strategiem, to Chodkiewicz mu do pięt nie sięgał. Lubisz obrazy Kossaka – od patrzenia na Gierymskiego stracisz wzrok. I tak w nieskończoność.
Jakie więc zarzuty postawią Marszałkowi zwolennicy Dmowskiego? A to że kobieciarz, że miał ciągotki proniemieckie, że w przededniu bitwy warszawskiej do kochanki pojechał albo że się niecenzuralnymi słowami do parlamentarzystów odezwał. No i przewrót majowy rzecz jasna – ale to już wśród zarzutów poważnych mógłby się znaleźć.
Co o endekach? A że wodza zdrajcą nazwali, że antysemici, że Kresów nie chcieli, że w końcu doprowadzili pośrednio do zabójstwa prezydenta Narutowicza… I tak się w kółko przerzucamy wyliczając błąd za błędem, jakby żadnych zasług nie było. O tyleż to niesamowite, że w końcu tyle lat po wydarzeniach i w zupełnym zapomnieniu, że jednak obaj przyczynili się do tego, co najważniejsze: do odzyskania Niepodległości i podjęcia próby zbudowania państwa silnego. Posiadali też to, co było do osiągnięcia celu jednym z najistotniejszych elementów: świadomy i patriotyczny naród, ukształtowany w swym nieodzownym dążeniu do samostanowienia. Że się nie udało… to już temat do osobnych rozważań bo prawdopodobnie nikt z naszych polityków czy generałów do klęski września się nie przyczynił.

11 listopada z każdym rokiem więcej wspólnego ma z polskim zaprzaństwem niż świętem narodowym. W przededniu zorganizowano marsz antyfaszystowski w rocznicę „nocy kryształowej”; i nikomu nie przeszkadzało, nikogo nie zastanowiło że przeciw niemieckim wydarzeniom antysemickim protestowano w Polsce J Za to jutro będzie można swobodniej pluć na tych, którzy przyjdą na uroczystości narodowo-patriotyczne nazywając ich faszystami czy narodowcami i nikt nie wyjaśni, dlaczego to słowu „narodowiec” próbuje się nadać negatywny wydźwięk. Czyż Polak nie powinien być narodowcem? Bez względu na kolor skóry J
Nasze „elity” znów się podzielą i rozedrą święto na mniejsze, skłócone kawałeczki udowadniając, że tylko „my” jesteśmy tego święta godni i tylko „nam” się należy chwała Rzeczypospolitej, dorzucając do tego zdarzenia zupełnie od tematu oderwane epizody, jednak mogące utwierdzić wielbicieli danej partii w tym, gdzie stoi ZOMO. Kolejny lewacki polityk lub przećpany i niezbyt bystry (może jeszcze nawet w halołinowym przebraniu) młodzian oznajmi w mediach głównego nurtu, że już ma dość martyrologicznego podejścia do tego święta… jak byśmy niepodległość wygrali na loterii. Spacerujący po ulicy dziennikarz znajdzie matołka, który na pytanie „z czym ci się kojarzy 11 listopada?” odpowie z rozbrajającą szczerością: „z powstaniem styczniowym” ale znów nie będzie nikogo, kto spyta: czego dziś uczą na lekcjach historii? A jeśli nawet ktoś takie pytanie postawi to otrzyma odpowiedź, że historia dziś w szkołach (i życiu) jest niemodna. Teraz uświadamiamy dzieci, że mogą sobie zmienić płeć kiedy tylko zechcą a rodzice powinni otrzymać numerki, a najlepiej o rodzinie nie wspominać bo rodzina to przeżytek a każde wynaturzenie jest do zaakceptowania – jeśli tego nie rozumiesz, to jesteś nietolerancyjnym homofobem, narodowcem i faszystą.
Cieszyć się – jak najbardziej bo jest z czego. Pamiętać - tym bardziej bo jest o kim. Żadna z prób odzyskania niepodległości nie była spacerkiem czy wynikiem radosnej demonstracji ale między innymi dzięki właśnie powstaniom i ofiarom (i korzystnym zbiegom w sytuacji geopolitycznej) mogliśmy w 1918r. zacząć skutecznie odzyskiwać własny kraj. Inaczej mówilibyśmy dziś zapewne o kolejnym nieudanym powstaniu – nazywając je może październikowym, może listopadowym.

Bądźmy więc tego dnia dumni i nie pozwólmy sobie wmówić, że każda tragedia jaka Polaków spotkała wynika tylko i wyłącznie z ich winy bo tak nie jest. Czasem w dziejach narodów zdarzają się chwile, które wpychają je w otchłań smutku i cierpienia ale siła tych narodów, wynikająca z wychowania w wartościach ponadczasowych, pozwala im się w końcu wybić do światła. Tego jednego dnia spróbujmy znaleźć wspólne cele zamiast wykazywać, jaki nieporadny jest nasz polityczny przeciwnik – może jutro tych celów będzie więcej. Nie każdego dnia będzie umierał wielki papież-Polak, więc trzeba dać z siebie więcej niż jeden dzień udawanej rozpaczy i zakłamanego zjednoczenia, z którego i tak nic nie zostanie po kilku tygodniach.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Hama Katoomba 190RL

 Postanowiłem niedawno zmienić swego slingshota (Lowepro 200AW) na nieco większy. No dobra, sporo większy. Największy jaki może być :) i koniecznie typu "sling". Znudzony niezawodnością i wielością produktów firmy Lowepro, spoczywających niemal w każdym kącie mieszkania, postanowiłem spróbować czegoś nowego. Może też trochę dlatego, że nigdzie w moim mieście nie mogłem na żywo obejrzeć 300AW :] Po kilku godzinach przerzucania stron internetowych trafiłem na coś takiego (jak na zdjęciach), czyli plecak firmy Hama, model Katoomba 190RL - czyli dla lewo i praworęcznych :)

Pierwsze wrażenie: faktycznie duży! Kilka minut z ustawieniem przegródek pod siebie - wygodny. Bez całkowitego rozpinania kieszeni można sobie wszystko tak ułożyć, żeby mieć dostęp niemal do każdego zakamarka bez ściągania plecaka z ramienia. Jak się okazało "w akcji", plecak bardzo wygodny mimo gabarytów i spełnia swoją rolę tak jak to slingi mają w zwyczaju.
Żeby się nie rozpisywać, przejdźmy do wymienienia tzw. plusów dodatnich i plusów ujemnych :)

Plusy:
- duży, pojemny, wygodny;
- możliwość mocowania na jednym i drugim ramieniu po przełożeniu pasa głównego (widziałem też możliwość mocowania na obu ramionach w formie zwykłego plecaka, jednak potrzebny jest drugi pas - w zestawie go nie znajdziecie);
- możliwość swobodnego rozmieszczania ścianek (nie ma wyznaczonych stref na rzepy, można czepiać po całym wnętrzu - do woli);
- pokrowiec od deszczu (kieszeń z pionowym zapięciem na pierwszym zdjęciu, od drugiej strony kieszeń na np. butelkę);
- sporo kieszonek; oprócz głównej komory gdzie są kieszonki na karty, szmatki itp. mamy do dyspozycji kieszeń nad tą komorą (rozpinana za pomocą tasiemki pomiędzy dwiema czerwonymi gumkami - niezbyt szczęśliwe rozwiązanie) oraz na tej samej wysokości, większą kieszeń otwieraną od strony pleców.
- cena - duży plus w porównaniu z konkurencją.


Minusy:
- mocowanie rzepów do ścianek jest potwornie słabe; wyjmiesz jedną rzecz, robi się luz i ciężar kolejnej  rzeczy przesuwa ścianki przy byle ruchu;
- górna kieszeń otwierana od strony pleców ma niestety zamek działający TYLKO w jedną stronę, więc trzeba uważać przy jej otwieraniu "w akcji" bo sporo rzeczy może się znaleźć na podłodze (trochę nieprzemyślane skoro model jest L/R. 

Suma sumarum, całkiem fajny plecak w przystępnej cenie. Z jego drobnymi niedociągnięciami można żyć. Czy bym go polecił? myślę, że z czystym sumieniem powiem: TAK.

środa, 7 sierpnia 2013

Anna i Łukasz - zdjęcia ślubne :)

Kilka zdjątek ze ślubu oraz dość owocnego (jak sądzę) i może trochę zaskakującego wynikiem pleneru ślubnego :) Zobaczcie sami!
Serdecznie pozdrawiam i wszystkiego najlepszego :)
























poniedziałek, 15 lipca 2013

Justyny i Marka zdjęć ślubnych z biegu kilka :)

To jeden z tych plenerów, które trzeba zrealizować "w biegu", nie mając do wyboru pogody, kiedy ciągle masz w głowie: czas, czas, czas!!! :) Na szczęście Młodzi poświęcili więcej czasu niż pierwotnie zakładaliśmy a mimo wszystko goście weselni nie dokonali na mnie linczu :)
Dużo szczęścia !!!














czwartek, 4 lipca 2013

selektywna zbiórka śmieci - po polsku

Od jakiegoś czasu staliśmy się "szczęśliwymi" realizatorami przepisów o segregacji śmieci. Zmiany, które zapewne od razu zauważyliśmy, to wzrost cen wywozu rzeczonych śmieci. Natomiast druga zmiana, o której równie często przejść obojętnie, to pojemniki na segregację owych odpadów:

Nie przyszło mi do głowy, żeby uwiecznić podobny widok, kiedy moje osiedle obsługiwało MPO, a nie jakieś półpopierdułkowate "Czyściochy" najwyraźniej pozbawione zaplecza logistycznego. Fakt jest jednak taki, że pod moim blokiem stały trzy duże kontenery zamiast dwóch małych, a z drugiej strony jeden duży z sześcioma wrzutami i kolorowe plastiki na odpady.
W skrzynce na listy znalazłem dziś natomiast ulotkę firmowaną przez www.odpady.bialystok.pl uświadamiającą mnie, co i do jakiego kontenera należy wrzucać.
Ot, Polska - płacisz więcej, masz mniej... kraina absurdów.
Niesamowite jak taki gówniany problem może ciśnienie człowiekowi podnieść :)
Wystąpił błąd w tym gadżecie.